Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
rodział 5 wpadka:)
rodział 5 wpadka:)
właśnie wróciłam z triduum paschalnego....O
matko....już nigdy na takie coś nie pójdę!!Nogi bolą jak cholera, ale
ok. Teraz kolejna notka:)
Rozdział
5 Wpadka
- Kochanie, to pomożesz mi przy ogródku?- Spytał mama.
-
Pewnie, że ci pomogę, a co dokładniej mam robić?- Spytałam, gdy stałyśmy
przy ogródku.
- Tylko porozsiewaj nasiona a potem to się zobaczy-
Oznajmiła mama po czym zabrałyśmy się do pracy. Skończyłyśmy koło 19:00.
Byłam strasznie zmęczona.
-Cześc wam- krzyknął tata, który właśnie
wrócił z pracy.
- I jak tam?- spytała mama nakładając na talerze
jajecznicę.
- Świetnie, pisemka idą jak świeże bułeczki.
- To
fajnie- Odpowiedziałam. Nagle z mojej kieszeni wydobył się dźwięk
telefonu.
- Przepraszam na chwilę- Wstałam i poszłam do salonu.
-
No hej Rikki, co tam?
- A tutaj nuda jak cholera, w szkole o ciebie
pytają i w ogóle a jak u ciebie?
- Teraz trochę lepiej, pierwszy
dzień w szkole to była katastrofa
- Biedactwo ty moje- Powiedziała
Rikki śmiejąc się. Jeszcze chwilę pogadałyśmy a potem wróciłam na
kolację.
- Nikki, co to był za chłopak co cię pod dom odprowadził?
Spytała mama.
- Może mi nie uwierzycie, ale to był Justin Bieber, ten
sławny piosenkarz, który wisiał u mnie na ścianie(chodzi o plakat):P
-
Serio??No to świetnie...właśnie kogoś on mi przypominał, ale nie mogłam
sobie przypomnieć....a czy ty i on....
- Mamo!!
- Tylko pytam
-
Ok, dziękuje za kolację, idę do siebie, dobranoc- Powiedziałam i
poszłam do pokoju.
*****
****** *****
Do północy siedziałam na laptopie.
Przeglądałam różne stronki, słuchałam muzyki itp. Gdy wyłączyłam laptopa
położyłam się w ubraniu na łóżku i myślałam o co chodziło Justinowi.
Nagle usłyszałam stuk, znowu i znowu, jakby ktoś walił kamieniem w moje
okno. Otworzyłam je i usłyszałam Justina.
- Nikki!!
- Cicho, bo
obudzisz rodziców, co ty tu robisz?
- Nie mogłaś wyjść o 6 więc może
teraz się skusisz??- Krzyknął Justin
- Przecież jest północ!?!
-
Ale na dworze ciepło
- Przestań, wracaj do domu!!
- Nie, zejdź na
dół! Jeśli nie zejdziesz zacznę krzyczeć głośniej.
- Ok, ok czekaj
zaraz będę- Powiedziałam i zamknęłam okno.
- " Ja chyba zwariowałam"- pomyślałam.
Starałam się po
cichu wyjść z domu. Udało się:). Otworzyłam drzwi i wyszłam na dwór.
-
Czyś ty oszalał??
- Yyy, myślę że jestem całkiem zdrowy-
Odpowiedział z bananem na twarzy:)
- Chodźmy stąd, nie chce by moi
rodzice mnie widzieli.
- Ok, znam jedno fajne miejsce- Zaoponował
Justin i weszliśmy w głąb uliczek. Wyszliśmy na plażę...Z daleka
zauważyłam palące się ognisko a obkoło tego były kory drzew.
- Ale tu
pięknie- Powiedziałam, gdy doszliśmy na miejsce. Usiedliśmy na na
korach drzew.
- Czy ty wszystkie, dopiero co poznane dziewczyny
porywasz o północy??- Spytałam śmiejąc się.
- Nie, jesteś pierwsza:)
-
Normalnie czuję się wyjątkowa:P
- Nie zaprzeczam- Oznajmił Justin:P
-
Już się tak nie podlizuj- Powiedziałam uradowana.
- Powiedz, masz
dziewczynę??
- Zawahał się...widziałam jak jego oczy świdrują w górę i
w dół.
- Nie a ty??- Oznajmił po chwili.
- Żartujesz?? gwiazda na
scenie, gwiazda w szkole i nie ma dziewczyny?
- Bywa...a ty?
- Ja
też nie mam, ale chłopaka- odpowiedziałam śmiejąc się.
Trochę było
mi zimno, zaczęłam pocierać rękami o ramiona. Justin to zauważył po czym
zdjął swoją bluzę i założył na mnie.
- Dzięki
- Spoko-
Odpowiedział Uśmiechnięty.
Nagle usłyszeliśmy trzask patyka.
- Co
to było??- Spytałam odruchowo chwytając go za rękę.
- Sory- puściłam
ją.
- Gliny!!!!!wiejemy!!!- krzyknął Justin, ale nim się obejrzałam
policjanci stali na przeciw nam...
- A co wy tu robicie dzieciaki?-
spytał jeden z mundurowych świecąc nam latarką pod twarzach.
-
Yyy...lunatykujemy?- Zażartował Justin:)
- Bardzo zabawne, hej zaraz,
ty jesteś Justin Bieber
- Zgadza się
- Ale nie myśl sobie że
przez to masz ulgę...idziemy- Powiedział gliniarz i zaprowadził nas do
samochodu. Musieliśmy podać im swoje adresy, żeby odwieźli nas pod dom
-
Mówiłam, że to jest zły pomysł- powiedziałam w drodze do domu.
- Ale
było fajnie nie?
- Masz rację- odpowiedziałam.
Pierwsze odwieźli
Justina pod dom. On wysiadając wsunął mi do ręki karteczkę.
Zostałam
sama w zamkniętym wozie, więc miałam okazję sprawdzić co to jest.
W
środku był jego numer telefonu.
- No to co gotowa do drogi?- Spytał
jeden z policjantów.
- Moglibyście nie mówić o tym moim
rodzicom...wściekną się i nie będę mogła się spotykać z.....- Zamilkłam.
-
Zależy ci na nim co?
- Może trochę...-Oświadczyłam, choć wcale mi na
nim nie zależało...musiałam skłamać.
- Lary no weź
- Nie nie
możemy, tamtego wypościliśmy a co jeśli szef się dowie.
Usłyszałam
ciche szepty policjantów. Po chwili jeden z nich się odezwał.
- Idz,
nie podkablujemy cię, to było ostrzeżenie...
- Dziękuje
- Ale,
jeśli jeszcze raz cie zobaczę...
- Tak, wiem dziękuję i dobranoc-
przerywając mu wyszłam z auta i po cichu weszłam do domu a potem do
pokoju. Ubrana w pidżamę weszłam do łóżka. Zastanawiałam czy napisać do
niego czy też nie. Cały czas o nim myślałam, okazało się że nie
ściemniałam policjantowi. Postanowiłam że do niego napiszę.
SMS
- " Cześc to ja Nikki dostałeś szlaban?" i wyślij...po paru
nastu sek. odpisał.
-" Hej, nie policjanci się ulitowali i nic nie
powiedzieli a jak u ciebie?"
- "Mi zrobili to samo:)"
- "To
fajnie, słuchaj przepraszam cię za tą wpadkę"
- " Spoko przynajmniej
było zabawnie:)"
- "tak....słuchaj, pamiętasz jak wtedy przy szkole,
powiedziałaś że byłem twoim idolem...to byłaś moją fanką prawda?"
-
"Tak, ale teraz już nie jestem, za to co mi zrobiłeś w stołówce:P"
- "
Przecież przeprosiłem"
- "Przeprosiny nie wystarczą:P"
- " Ok,w
takim razie jutro o 15 po ciebie przyjadę. Dobranoc:*:*"
I na tym
skończyła się nasza rozmowa. Nie wiedziałam co on takiego planuje. Coraz
bardziej go lubiłam, a nawet więcej.... W mgnieniu oka odpłynęłam do
krainy snów.
To
tyle.......Podobało się?? pisać w komciach:P:PO matko już po
północy:P::P Ok idę spać:P
Głosuj (0)
opowiadanie-bieber 4/04/2010 00:11:51 [Powrót] Komentuj